poniedziałek, 15 marca 2010

Todo sobre mi madre cz.I

Nikt na świecie nie doprowadza mnie do takiego wkurzenia jak Ona. W podnoszeniu mi ciśnienia (i nie tylko mnie, zaliczyć tu należy również mojego ojca i brata) osiągnęła niewątpliwe mistrzostwo świata. Jednocześnie to kobieta szalenie bystra, o szerokim wachlarzu zainteresowań, przeczytała w swoim życiu tysiące książek i obejrzała równie dużo starych filmów. Tak, to lubi najbardziej - książki i stare filmy. Aha, no i podróże. Uwielbia zwiedzać i nawet w najmniej ciekawych miejscach znajdzie coś interesującego. Od rozrywki też nie stroni, moi znajomi uwielbiają panią Hanię:).
Na imprezie chętnie papierosek, chętnie kieliszek.....co ja mówię butelka wina i gada, gada, gada. Ale to nasza cecha wspólna niestety. Papy nam się nie zamykają i klepiemy nieustająco, nie zawsze ku uciesze reszty towarzystwa. Moja rodzina to włoska rodzina, wieczne zamieszanie.
Ale wracając do matki. Jest ona również najczęściej bohaterką przekomicznych rodzinnych sytuacji i właśnie wczoraj Aras przypomniał mi jedną z nich mówiąc - pamiętasz jak wracaliśmy z Twoją matką z Kazimierza i byliśmy w McDonaldzie?. Owszem, pamiętam to świetnie i teraz to opowiem.
Było to chyba dwa lata temu w październiku, byliśmy całą rodziną w Kazimierzu, który uwielbiamy. Pobyt jak zawsze udany i nie pamiętam jak to się stało, ale moi rodzice wracali z nami jednym samochodem. W połowie drogi zgłodnieliśmy i Natasza, córka moja krzyczy - jedźmy do McDonalda, do McDonalda. My niekoniecznie zachwyceni, ale moja matka wtóruje - tak, tak jedźmy do McDonalda, ja tam jeszcze nigdy nie byłam! No i podjeżdżamy do McDrive, każdy mówi co zamawia, przed nami jeszcze jakiś samochód, i stoimy przed takim słupem z napisem McDrive 2,70 (oznaczającym max. wysokość pojazdów), a moja matka mówi - "....o, o ja chcę te makdrajwy za 2,70!..."
Nie jestem w stanie opisać tego, co się działo jak to usłyszeliśmy! Cała nasza czwórka skręcała się w spazmach śmiechu, ja spadłam z siedzenia i leżałam zwinięta między przednim i tylnym fotelem na kompletnym śmiechowym bezdechu, a łzy ciekły po policzkach. Myślałam, że się podusimy. Podjechaliśmy do okienka i nikt nie był w stanie powiedzieć słowa ze śmiechu, w związku z czym zostaliśmy potraktowani jak banda kretynów. Żałuję jedynie, że nikt wtedy zdjęć nie robił. A propos zdjęć, jutro jeżeli mi się uda odnaleźć, pokażę fajne fotki mojej mamy jak miała chyba 20 lat. Są naprawdę dobre.
Boże, zrobiłam sobie tak mocną kawę, że teraz nie mogę jej przełknąć.
Zauważyłam, że Ci, którzy czytają i komentują moje posty, świetnie się znają, tylko ja jestem obca.



P.S. Śnił mi się dzisiaj Fetysz (którego nie znam również) i przez cały sen było tak: zakupy, jedzenie, gadanie, zakupy, jedzenie, gadanie, zakupy, jedzenie............

Chyba się pisze McDonalds a nie McDonald, hm.

10 komentarzy:

  1. Z tym Fetyszem to już tak chyba jest. Też go nie znam zbyt dobrze, a śni się wybitnie często;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Who the fuck is Fetish?!

    ...natomiast jeśli chodzi o Ciebie, to tak, nie znamy Cię i ostatnio się zastanawialiśmy skąd żeś się urwała Izabello ;D

    Koniecznie musimy się poznać!

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, ale skoro z jednym Bartkiem coś nie wychodzi poznanie się, to z większym gronem będzie jakąś logistyczną makabrą.
    Skąd żem się urwała? Ano z domowych pieleszy, z ciepłego gniazdka rodzinnego. Czuję zaciskającą się pętelkę na mojej szyi, więc nieśmiało wychyliłam główkę, żeby niechybnie na stryczku nie zawisnąć;)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wszyscy sie znamy, ja tylko z Fetyszem! I nie sni mi sie, o dziwo (jak to mawia moja Mama: nie mowi sie 'o dziwo' tylko 'o moja piekna pani'), snia mi sie inne obiekty. niestety. jakby mi sie snil Fetysz, zycie byloby prostsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O przepraszam, ja znam i Szma i Matta. Matt był nawet moim chłopakiem dzień 1 na fejsbuku co wprawiło w ogromne zdziwienie wszystkich znajomych o co zresztą mi chodziło, wszak było to dla funu.

    Ja w snach oznaczam zawsze coś dobrego. Albo siano, albo miłość, raz komornika, ale to był przypadek ponoć wybitny i spektakularny, że głowa mała. Uważam, że jestem za brzydki na sny. Stąd zatem to spływające dobro po :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Za brzydki, za ładny, wszystko jedno, oby to była forsa:)
    Też bym chciała poznać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w lesie, ale nasze ubrania czasami muskają się na ulicach Poznania.

    OdpowiedzUsuń
  8. ja nie znam nikogo z waszej poznańskiej blogerskiej ferajny, ale bardzo się cieszę, że mogę wam zaglądać przez ramię co jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń