wtorek, 2 lutego 2010

.....

Miłość niemożliwa, niewygodna, absolutna oooooooooo taaaaaaaak. Taka przez którą się cierpi i cierpi latami. Cierpienie niekończące się nigdy, do którego tak się przyzwyczajasz, że już żyć bez niego nie możesz. Cierpienie oswojone, twój najlepszy przyjaciel. Ale to dotyczy niewielu, tych oczywiście, którzy kochają cierpieć. Najcudowniejsze chwile to te, kiedy jeszcze nie wiesz, że to miłość, życie od spotkania do spotkania, a pomiędzy tym jakby nic nie istniało, cudowne. B. na pewno będzie wiedział o czym mówię:).
Mam nadzieję, że moi bliscy nie postanowią mnie zamknąć gdzieś pod nadzorem lekarza. Co prawda, złożyłam kiedyś oświadczenie, że kiedy dopadnie mnie menopauza i będę już kompletnie nie do zniesienia, proszę o wywiezienie mnie do lasu i pozostawienie z siatą pełną tabletek hormonalnych. Nie muszą po mnie przyjeżdżać, sama będę wiedziała kiedy wrócić.
Ale to jeszcze nie ten czas:)



poniedziałek, 1 lutego 2010

Tylko się nie zakochaj....

Mój serdeczny, wieloletni znajomy długo szukał miłości w tym mieście. Poznawał jedynie nieodpowiednie babki i pakował się w związki, które go wykańczały. Dodać muszę, że już wtedy nie był młodzieniaszkiem, a jego wybranki były zawsze dużo młodsze. Tak spragniony miłości nie dostrzegał faktu, że miłości w całym tym cyrku nie było. Pewnego razu lekko obraził się na mnie, kiedy po kolejnym wypłakiwaniu się w słuchawkę, powiedziałam mu -"... Andrzejku, Ty tak bardzo chcesz się zakochać, że zakochałbyś się nawet w czajniku kuchennym, gdyby ten przystał na to, kiwając swoim czajniczym dziubkiem". Tak mijały lata. Znużony i umęczony tym co miał, postanowił wyjechać na obczyznę. Tam spędził jakiś czas i ..........niestety znów nieodpowiednio ulokował swe uczucia. Dla niej rzucił już całkiem zorganizowane irlandzkie życie, powrócił do kraju, tu w rodzinnym mieście pozamykał co było do zamknięcia, sprzedał co do sprzedania i wyruszył do swej ukochanej gdzieś pod wschodnią granicę, aby rozpocząć nowe życie. Faktem jest, że ukochana nigdy miłości żarliwej nie wyznała, była przed, w trakcie czy też po rozwodzie (już tego nie pamiętam), miała czteroletniego synka, jakieś dwadzieścia parę lat i nie bardzo wiedziała, czego chce. Pracy nie było, pieniądze topniały, uczucia jedynie po jednej stronie itd, itd......... Wrócił, właśnie miał pierwszą wizytę u psychologa, jest w fatalnym stanie. Dzwoni do niej i słyszy opowiadania o byłym mężu. Znów usłyszał ode mnie gorzkie słowa -"....Andrzej, ona biega za nim, Ty za nią, a za Tobą? Nikt! Musisz dać spokój, zapomnieć". Miłość to straszna potęga, można zostać kopniętym w dupę, obrzyganym, znów kopniętym w dupę i dalej czuje się to samo. Lepiej się nie zakochiwać. Kyrje Elejson!

niedziela, 31 stycznia 2010

Lover

No i myśl uciekła, teraz w głowie mi się nuci i nie chce przestać.........


I-I I wanna be your cow
Give you all the milk around town
Let me see, let me see you drink it down
I-I, I wanna be the pear tree
I want you to climb all over me
Try my fruit and taste my seed

Climb right on me, lay it on me
C-climb right on me, l-lay it on me!

Just let my do my thing
Until you start to sing
I'm going down all you night long
I'm gonna build a bond
I'm pullin' out my wand
Feels so right it can't be wrong!

Yeah!

Well I-I, I wanna be your lover
I wanna be your man
I want you to understand

And I-I, I wanna be you lover baby
I wanna be your girl
Blow a kiss and change the world, yeah

lalalaaaaalaaaa..............:))))

Potem

Kurde, miałam coś napisać, a tu wyjść teraz muszę. Oby myśl nie umknęła.

Indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb ucięli.

środa, 27 stycznia 2010

No tak

Nie wiem, czy to wina niekończących się mrozów, czy też pustka w głowie spowodowana zwyczajnym brakiem inteligencji powoduje, że nie mam nic do powiedzenia. Wszak Pani w przedszkolu powiedziała matce mojej, która stojąc w kolejce do tak zwanego "rzeźnika", i która próbując uprzejmie zagaić rozmowę zapytała - "....i jak tam moja córeczka sprawuje się w przedszkolu?...", otrzymała taką oto odpowiedź - ".....orłem to ona nie będzie....".
Uskrzydlona tym wspomnieniem udaję się do lekko chłodnej kuchni celem wypieczenia boskich racuszków z jabłkiem.
W sumie to fajnie, idę jeszcze dziś do kina.

P.S. Pozdrowienia dla Pani Basi z przedszkola:)

wtorek, 1 grudnia 2009

Warszawka



Lokal Zastępczy dla Pani:)

I reszta, a raczej detale mojego chwilowo zastępczego mieszkania:). To prawdziwe jest w trakcie remontu.....właściwie regularnej budowy! Zdjęcia wkrótce. Pokażę cały proces od RUINY do RAJU.