wtorek, 21 lutego 2012

Oczywiście - wszyscy marzą o wyprowadzce, ja najbardziej.

Oto fragmenty książki, która rozbija mnie na części pierwsze. Patrząc na nie (te części pierwsze) osobno i z pewnym dystansem, dostrzegam (nieskromnie) własną wyjątkowość, choć to nie ja ją napisałam. Skąd zatem przeświadczenie o własnej wyjątkowości? I tu odpowiedzi brak. Ułuda? Być może, ale niech tak pozostanie. Wolę ułudę, bo rzeczywistość jest zbyt często nie do zniesienia. W takim lekkim skrzywieniu da się żyć i to całkiem luksusowo, a nawet umrzeć, choć jeżeli chodzi o śmierć, to tu człowiek nie ma pewności czy to na serio:)


"Lecz chęć posiadania domu wspólnego z jedną kobietą plus wywar z łóżkowych tkliwości, jakże pochopnie brany za miłość, to za mało, abym sobie świadomie zniszczył życie. Małżeństwo nie da rady bez rozkojarzonego przebijania się przez troski całego dnia. Przebijanie się przez troski z Bogną? Cóż za nieporozumienie! Z równym powodzeniem mógłbym prosić Bognę, aby została Einsteinem - niewspółmierność tak przemożna, że nawet nie wywołuje wzruszenia ramion."

"Przechodzę znów na surową dietę. Uważam, że to nie fair ze strony wątroby, te nagłe impertynencje i pogorszenia. Ale wątroba to nie gentleman, powiedział kiedyś Zbyszek Herbert i chyba miał rację. On się na tym zna."

"Przed południem poszedłem do mojego fryzjera. Jest to ponury cham, ale lubię go bardzo. Ginąca inicjatywa prywatna, malutki zakładzik w podwórzu na Chmielnej. W środku atmosfera niegrzecznej, prostackiej uprzejmości dla swoich klientów. Przeważnie jest pusto, nikt nie czeka pod ścianą i rozmawiamy o kobietach. Mój fryzjer lubuje się w opisach tak zawiesistych od spermy, że domagam się mycia głowy za pół ceny po każdej sesji."

"Z natury jestem optymistą, a także ze świadomego rozeznania i wyboru, albowiem optymizm jest trudniejszy. Nie sztuka jest być pesymistą, uniwersalność gówna jest rzeczą najłatwiejszą do zauważenia, prawdziwym honorem jest umieć zaprzeczyć wszechpotężnemu doświadczeniu."



Pomyślności
I.Bo

4 komentarze:

  1. Nie chciałbym chodzić do takiego fryzjera...

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. no jak tu nie kochać Tyrmanda?:))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, był trzy razy żonaty... esencjonalne wnioski :)

    OdpowiedzUsuń