Jeszcze w sobotę wieczorem był tu krótki wpis, który nie wiadomo dlaczego zupełnie się rozjechał. Jakaś pikseloza się zrobiła. Chociaż piosenkę sobie wstawię tę samą. Cieszę się, bo za 5 minut spotkam się ze swoja przyjaciółką, której nie widziałam przesadnie długo. Mam zamiar Ją serdecznie wyściskać:)
Ale słuchając tego, przypomniało mi się to.
A po wysłuchaniu obu przypomniała mi się ta piosenka:)
Ponieważ rozpętała się jakaś burza i ciągle słyszę, że....Ty zakochana? Niemożliwe!......Przecież ty się nie zakochujesz.....Ty mówisz, że też byś się zakochała? Itd, itd, itd. Ale krótko. Chciałabym złożyć oświadczenie.
Męczę się.
Nie, to oczywiście żart. Oświadczenie brzmi tak:
Uroczyście oświadczam, że jestem nieustająco zakochana mniej więcej od 1993 roku i mam nadzieję, że nic w tej dziedzinie się nie zmieni. Kocham i kocham i kocham i wcale a wcale mi nie mija. Kocham się również w piosenkach, miejscach i postaciach filmowych ( nie mylić z aktorami, choć w jednym też się kocham). Kocham się również potajemnie. Jestem prawdopodobnie najbardziej kochliwą osobą na świecie.
Koniec lata. Nie krzyczeć, nie płakać, lato się kończy. Przyznam, że tego lamentu, podobnie jak lamentu z powodu nie posiadania partnera/partnerki również nie rozumiem. Wystarczy zaopatrzyć się w kozaki, płaszcz, muzykę, książki, bilety do kina, dobrych przyjaciół i z całą pewnością uda nam się przetrwać i jesień i zimę. Gorzej jest dalej. Nie cierpię przejścia z zimy w wiosnę. Mam wspaniałego kolegę (Gyro, przesyłam całusy), który podobnie jak ja nie znosi tego okresu. Kiedyś napisał mi nawet tak "....Wiesz mam to samo. Nazwałem tę część roku oficjalnie jebanym przejściem....." A zatem głowy do góry, uśmiechy na twarz, bo przed nami jesień - piękna pora roku proszę Państwa. Wychodźmy z domów na spacery, zwłaszcza w weekendy i zwłaszcza o poranku. To pomaga nawet na kaca, gdyby ktoś w piątkowy lub sobotni wieczór wlał w siebie zbyt dużo cudownego alkoholu. Taki spacer pomaga na wszystko. A jebane przejście dopiero za pół roku, więc nie ma się czym martwić. Wiosną czuję się nerwowo, jesienią nader spokojnie. Bukiety naostrzonych ołówków, zapach kredek, zeszytów i nowiutkiej taśmy klejącej. Dzieci w odpowiednich instytucjach - wszystko wraca do cudownego porządku. Nawet kawa smakuje lepiej, a o zmroku spotkania towarzyskie robią się jakoś barwniejsze. Kuchnia zaprasza. Miałam w sobotę pójść z kolega na wystawę. Nie poszłam, ponieważ moja rodzina wymyśliła sobie, że będzie świętować hucznie moje imieniny. I świętowali....przy kolacji i niepoliczalnej liczbie butelek wina. Wrzeszczeli jeden, przez drugiego, zatruli mi kuchnię ćmikami, ale było wesoło. Jak to mówi Ciotka Bacha - Izunia, to dla historii życia. I rację ma, bo co będziemy wspominać na starość? Moja matka upiła się pierwsza i opowiadała, że homoseksualizm jest ok i nie ma nic przeciwko, ale Żydów nie cierpi. Nata pyta:
N: Babciu a dlaczego? B: bo Żyd Cię zawsze oszuka N: A Jezus był Żydem B: no właśnie
Poplułam się winem ze śmiechu i pytam: - to Ty mamo też nie wierzysz w gadającego węża w raju, który rzekomo namawiał do zeżarcia świętego jabłka? - e tam , dziecko, lepiej zeżryjmy te dwie ostatnie tortille - zgoda:)
Po chwili mówi do Jakuba: - a ty malutki nie powinieneś iść już spać? - babciu, na imprezie się nie śpi - tego też ciebie nauczył wujek Fetysz? - tego akurat rodzice Moja matka patrząc na mnie: - dziecko, bój się Boga - mamo, jak mam się bać, przecież to ustaliłyśmy już wcześniej - no tak
I przy tak uroczych rozważaniach spędziliśmy pół nocy. Wystawy było mi trochę żal, ale myślę, że mój kolega ze mną czy bez bawił się równie wyśmienicie. Jesień, jesień, a może tak do lasu.....np. na grzyby, a jak nie na grzyby, to po prostu do lasu. Kawa w termos, kanapki w koszyku i mech. Czy są chętni? Ogłaszam, że organizuję wycieczkę do lasu. Serdecznie zapraszam.
P.S I rozpoczynają się "Niewiarygodnie tanie czwartki" w Kinie Muza. W nadchodzący wybieram się na ten film. Wszystkiego dobrego życzę. Miłego dnia:)
Miałam coś napisać, ale chyba dziś tego nie zrobię, bo dziś wydaje się to zbyt durne. Durne jak cały ten blog, który przeczytałam w całości, notka po notce wstecz. Prawdopodobnie nie należy tego robić. Prawdopodobnie. Jak i wielu innych rzeczy, które charakteryzuje jedynie durność. Dziś piosenka, bo piosenki mam głowie. Od kilku dni ta jedna, od dzisiejszego poranka ten clip. Tak mnie wzrusza, że kiedy oglądam chce mi się płakać. Za każdym razem.
I proszę. Wiem już skąd biorą się nieszczęśliwe związki lub po prostu przestają istnieć. Właśnie wróciłam z uroczych wakacji na których spędziłam trochę czasu wśród czterdziestoletnich kobiet, które to niewiasty jakiś czas temu otrzymały status rozwódek. Rozwiedzione, smutne i z dziećmi. Panowie owszem płacą alimenty, ale co po tych pieniądzach kiedy faceta nie ma. Siedzimy sobie wieczorem w fantastycznych okolicznościach przyrody, niebo pełne gwiazd, zatoka która jest jakieś 5 metrów od nas miło szumi, dzieci śpią, drinki w łapkach. Patrzę na nie i pytam: - dziewczyny a spotykacie się czasem z kimś, umawiacie się na randki, cokolwiek? - nieee - dlaczego, przecież to najfajniejsze? - e tam, nie ma z kim. - a z kim byście chciały, jacy faceci wam się podobają? (tu pojawia się błysk w moim oku, bo już czuję, że fajnie pogadamy i najprawdopodobniej umrę ze śmiechu) - no nie wiem - a ty? (pytam drugą) - Iza, daj mi spokój z facetami, ja nie wiem - jak to nie wiecie, każdy wie. Jak jesteś głodna i idziesz do restauracji, to wiesz co lubisz i to zamawiasz. Nie chodzi mi o to, że mężczyzna jest jak ulubione danie, ale pewna analogia w wyborze jest. Zatem jaki??? cisza - dziewczyny! no jaki? - ........no żeby był dobry. - DOBRY????????????? tylko tyle? ma być dobry i nic poza tym? - no tak, to jest najważniejsze - jeżeli to jedyne kryterium, to gratuluję. Spędzić całe życie z kimś, kto jest po prostu dobry to chyba nienajlepszy wybór. Jeżeli miałabym się tym kierować, byłabym w związku na przykład z moim sąsiadem, bo to bardzo dobry chłopak, albo z panem, który robi mi kawę w kawiarni, też mu dobrze z oczu patrzy. Dziewczyny, czy wyście oszalały? A może tak powinien być przystojny i mieć pięknego penisa. Chcecie się kłaść co wieczór do łóżka z dobrym człowiekiem? Nie wytrzymacie tego, nigdy! Oczywiście, na pierwszym miejscu jest inteligencja, ale o tym nie mówmy, to oczywiste, więc nie traktujemy tego jako kryterium. Mega przystojny i pociągający, wszak czeka was kilkadziesiąt lat wspólnego seksu i nie uda się tego pominąć. Statystycznie kilka razy w tygodniu będziecie "twarzą w twarz" z jego penisem. Musi być piękny i imponujący. Zatem stwierdzenie, że ma być dobry niewątpliwie prowadzi już na starcie do klęski. Czy ja sprowadzam ideę związku tylko do seksu? Nie. Ale nie da się udawać, że go nie ma. Zawsze twierdziłam i twierdzę nadal, że to podstawa w relacjach damsko-męskich, a kto tego nie wie, długo będzie błądził. Jest dobry seks - jest dobry związek, nie ma seksu - jest dupa, a właściwie jej brak. Pamiętajcie - zasada trzech P: Przystojny z Pięknym Penisem cisza Obie z wielkimi oczami i wypiekami na twarzy patrzą na mnie. - i jeszcze coś wam powiem, ale to nie będzie miłe - dobra mów, dzieci nie ma - nie chodzi o coś brzydkiego, czego dzieci nie mogłyby usłyszeć, chodzi o to, że kierując się tą zasadą ja męża mam a wy nie.
Widziałam, że były smutne, ale mam nadzieję, że każda z nich przemyśli sprawę i być może coś się wreszcie w ich życiu dobrego wydarzy. Może mnie tak bardzo na tej dobroci nie zależy, bo sama nie jestem boginią dobra i słodkiego uśmiechu. Prawdopodobnie mieszczę się w społecznych kryteriach, choć pewnie nie w każdej dziedzinie. Niestety ludzie się nie zmieniają, wiem to na pewno. Jedynie w zależności od sytuacji jesteśmy czasem lepsi, czasem gorsi, ale to żadna zmiana. Człowiek się nie zmienia. I jak napisałam ostatnio swojemu przyjacielowi..."trudno, trzeba się pogodzić z tym, że jest się takim jakim się jest".
P.S niestety w trakcie tej rozmowy nie umarłam ze śmiechu jak sądziłam wcześniej.
Zdrada. Od dzieciństwa mówią nam, że zdrada jest czymś najgorszym i najobrzydliwszym na świecie. A cóż to jest zdrada? Czy nie oznacza ona czasami opuszczenia szeregu, aby pójść samotnie w nieznane?
Zdradzając X, dla którego zdradziliśmy Y, nie wracamy wcale znów do X. Pierwsza zdrada jest nie do naprawienia. Wywołuje reakcję łańcuchową kolejnych zdrad, z których każda następna oddala nas coraz bardziej i dalej od miejsca początkowej zdrady.