Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2011

Na ten deszcz.

Państwo są na wakacjach? Są. I co, pada? Pada. To jeżeli nie mają Państwo innych planów proponuję obejrzeć i koniecznie posłuchać. Muzyka w tym filmie jest przecudna. A płyta zaczyna się tak....
- Może zostaniesz?
- A myślisz, że chce mi się teraz gdzieś iść?
- Może zostaniesz tak.......w ogóle.



...Ludzie sobie żyją, nie wiadomo po co, nie wiadomo dlaczego, wszystko jakoś samo się dzieje. Rozumiesz coś z tego?
.....zupełnie jakbym słyszała swojego męża:)

Są wakacje, więc pisania nie będzie.
Tak sobie wmawiam:) i tak się trochę usprawiedliwiam:)

I.Bo

Zapomniałam napisać, więc dopisuję dziś....z serii "Honor Żula":
Mój mąż wjeżdża na naszą ulicę i szuka miejsca do parkowania. Nasz uliczny Żul-Pijaczek macha pokazując wolne miejsce. Rozpoznaje jednak "swojego", czyli tego co za postój nie płaci i mamrocze pod nosem
- ...ja pier**** to znowu ty
Arek wyciąga zetę i mu podaje, a Żul-Pijaczek na to
- daj spokój, lepiej kup coś dzieciom

:)

czwartek, 11 lutego 2010

Katol! Uciekaj!

Przedwczoraj - jadę tramwajem, obok mnie stoi koleś, wiek ok.20 lat, słuchawki w uszach, mruczy coś pod nosem, na palcu pierścionek-różaniec. Sporo ludzi, na każdym przystanku wiadomo, ciągle ktoś wsiada i wysiada. Mój tramwajowy sąsiad za każdym razem, kiedy ktoś go trąca (bo koleś stoi prawie w drzwiach) mruczy głośniej, dostaje jakiegoś obłąkańczego wkurwienia na twarzy, sapie i jest cały tak oburzony, że jeszcze chwila, a komuś przypier****. Kiedy zbliża się mój przystanek, patrzę, a kolo wyciąga różaniec z kieszeni i jedzie dziesiątkę. Drzwi się otwierają, spojrzałam na niego i pobiegłam do innego wyjścia. Nie chciałam dostać w pysk.

Prawie trzydzieści lat temu - wakacje u krewnych na wsi w Rawiczu. Bieganko po wiejskim podwórku, kury, kaczki i gęsi, których przeraźliwie boje się od czasu kiedy podziobały w nogę moją śp. babcię Bronię. Po dziś dzień mam ich widok przed oczami, jak biegną z wyciągniętymi szyjami, otwarte dzioby, sztywne języczki i to okropne syczenie, brrr. Ale do rzeczy, bo trochę z tematu zjechałam. Ciocia Władzia woła mnie na kogel-mogel. Wylizując miskę, idę korytarzem i zaglądam do pokoju ciotki Krawczykowej (tak wszyscy na nią mówili, to chyba była siostra mojej babci) i widzę jak klęczy z różańcem przed obrazem Najświętszej Panienki i jedzie dziesiątkę. Pomiędzy "zdrowaś Marjo, łaskiś pełna" wrzeszczy - "Olek, jasna cholera u świń już byłeś?", i dalej "błogosławionaś Ty między niewiastami" - "Rychu zapierdalaj do obory, za darmo żryć tu nie będziesz!!!". I nagle nasz wzrok się spotkał. Uciekłam! Nie chciałam dostać w pysk.

Dwadzieścia parę lat temu - kościół na moim rodzinnym osiedlu, pierwszy piątek miesiąca, czyli spowiedź z podpisywaniem karteczek. Są wszyscy chłopacy, którzy nam się podobają, którzy nam się nie podobają również, ja i moje przyjaciółki w najlepszych ciuchach dla wyżej wymienionych chłopców zresztą. Jest super. Przede mną stoi kobieta słusznej postury z dwoma synkami. Wpatrzona w księdza śpiewa najgłośniej i żarliwie się modli. Kolega, który jest ministrantem robi do mnie głupie miny i rozśmiesza mnie. Wydałam z siebie dźwięk rozchichotania. I w tym momencie kobieta stojąca przede mną odwraca się i ......z otwartej łapy daje mi w pysk!!!

Niczego tak się na świecie nie boję jak ludzi pobożnych i religijnych. Bardziej chyba, niż tych gęsi.

P.S. Uprzejmie proszę, aby mnie dzisiaj nie częstować tymi cholernymi pączkami, bo ich nie jem. Dziękuję.